La vie en Rose

Kompromis w związku i jego sztuka. Jak zamiast Cziłały mam w domu Jacka.

Kompromis w związku to jedna z ważniejszych rzeczy, która często potrafi zaważyć na przyszłości obojga ludzi. To nic innego jak porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw. O ile na początku związku, para zgadza się we wszystkim to w końcu nadchodzi taki moment, w którym każdy chce czegoś innego. I tutaj albo idziemy na kompromis, albo ustępujemy drugiej osobie, lekkim poczuciem niesmaku.

Posiadanie psa to zawsze dobry wybór.

Sztuka kompromisu zaczęła się u nas tak… była majowa niedziela, siedzieliśmy na balkonie i piliśmy popołudniową kawę. Tommy od dłuższego czasu wspominał coś o psie. Jakoś tak temat zszedł na kupno, no bo z psem to przecież tak fajnie. Na początku ten pomysł nie wydał mi się do końca realny. Głównie ze względu na fakt, że byliśmy wtedy w Holandii i mieszkaliśmy w domu ze znajomymi. A perspektywę wzięcia pod opiekę psa widziałam w bardzo złym świetle. Wiadomo, nie każdy lubi psy i nie każdy może chcieć mieszkać z psem. Ja też jestem osobą, która nie lubi przysparzać sobie i współlokatorom większych kłopotów. 

No i tak siedzieliśmy przy tej kawie, i mimowolnie przeglądaliśmy ogłoszenia odnośnie sprzedaży szczeniąt. Z każdym zdjęciem małego psiaka, przeczytanym głoszeniem, coraz bardziej przekonywałam się do posiadania czworonoga. W przypadku psiaków, zawsze jestem na tak. Wychowywałam się z nimi od małego. Mój pierwszy pupil był ze mną od kilku miesięcy po moich narodzinach, do piętnastego roku życia. Decyzja o kupnie podjęła się sama. 

Ale jak to zwykle w związkach bywa, pojawił się problem… Wiesz jak to jest, kiedy Tobie podoba się białe, a jemu czarne. Ja chciałam Cziłałę i to najlepiej biszkoptową, długowłosą. Myszor chciał Amstaffa blue nose. Dwie sprzeczne rasy. Maleństwo kontra pies uchodzący za groźny. Tak, wiem, ta rasa ma tę opinię przez ludzi. Pies, jego usposobienie, i zachowanie jest zależne od tego jak zostanie on przez nas wychowany. 

Śmiechu warte, Koks na spacerze ze świnką morską….

Wiadomo, że w związku nie jest się samym i ze zdaniem drugiej osoby trzeba się liczyć. W tym przypadku ja musiałam policzyć się też ze zdaniem lubego. Mimo to, perspektywa Amstaffa była dla mnie nie do zniesienia. Na Cziłałę nie dał się przekonać. W sumie, nawet się jemu nie dziwię. Wyobraź sobie, dobrze zbudowany, barczysty facet o wzroście ponad 180 cm, spaceruje z psem wielkości świnki morskiej. Którego gdyby niechcący nadepnął, mógłby na miejscu zabić.  Próbowałam wszystkiego… fochów, płaczu, grania na nerwach, dopiero szantaż coś dał… Myszor, powiedział, że ok, ale jest warunek… „To Ty wychodzisz z nim na wszystkie spacery, a ja mogę Ci conajmniej towarzyszyć.” Słucham? Że niby ja, taki śpioch, którego codziennie rano trzeba ściągać z łóżka spychaczem, miałby wstawać o 7 i w podskokach przy akompaniamencie radości ochoczo wychodzić na dwór z psem? NO WAY! Zbieranie psich odchodów i dzielenie mojego łóżka to już wystarczające poświęcenie z mojej strony.  

Marzenia o Cziłałie prysły jak bańka mydlana.

Ultimatum postawione przez lubego, było momentem, w którym moje marzenia o biszkoptowej księżniczce szlag trafił. Zamiast kupek wielkości ziarenek bobu miało mnie czekać zbieranie kup wielkości mojej pięści? Proooszę, tylko nie to! Oczywiście zaczęliśmy się spierać, a bo Cziłała taka a bo amstaff taki, a bo za duży a bo za mały. Jak to zwykle w związkach bywa. Całe szczęście, że w większości sprzeczek, idziemy na kompromis. Tomi, postawił swoje warunki, a ja postawiłam swoje i musieliśmy wybrać inną rasę… Powiedziałam, że nie będę wychodzić na poranne spacery! Koniec kropka!  I że pies nie może być większy niż 15 kg.  Za to Tomi, powiedział, że pies musi być większy od świnki morskiej, i że oczywiście może wychodzić z nim rano, kiedy ja będę smacznie spać. 

W naszym przypadku kompromisem okazał się Jack Russell Terrier. Niewielki, biały, ciapek, to ten z filmu Maska. O kilka kilogramów większy od Cziłały, więc nie ma wstydu na spacerze. Niestety co się okazało za mądry i za cwany jak na nasze oczekiwania. W dodatku za bardzo się spodobał dziadkom, strasznie go nam rozpuścili. I co do wychowania, trochę nam się nie udało. Dobrze, że nie zdecydowaliśmy się na Amstaffa, gdyby ten miał być tak niezrównoważony psychicznie jak Cygan, to już dawno by nas zjadł. 

Wspólne wybory, to najlepsze wybory.

Ja chciałam małego psa, Tommy chciał większego. Padło na Jacka. A bo to energiczna i mądra rasa. Przebiegła i w dodatku zawzięta. I choćby nie wiem co, to i tak dopnie swego.  Na początku nazwaliśmy go Benji, ale po pierwszych wakacjach u dziadków, przechrzciliśmy go na Cygana. I teraz Cygan w nocy zajmuje połowę łóżka, a w ciągu dnia przypomina nam, że jesteśmy na tym świecie tylko po to, żeby się z nim bawić. Czasem ma też myśli samobójcze. I muszę przyznać, że w moim przypadku Cziłała byłaby złym wyborem. Cygana, głaszczę i ściskam jak mocno chcę, ile chcę i kiedy tylko chcę. W przypadku mniejszego psa, musiałabym uważać, żeby go nie zgnieść. W dodatku, Cygan wprowadził do naszego życia bardzo, bardzo dużo śmiechu. w tym przypadku, kompromis okazał się najlepszą opcją z możliwych. A dzisiaj, nawet nie wyobrażamy sobie życia bez tego łaciatego kompromisu…

Kompromis w związku i jego sztuka. Jak zamiast Cziłały mam w domu Jacka.

Kompromis w związku i jego sztuka. Jak zamiast Cziłały mam w domu Jacka.

Kompromis w związku i jego sztuka. Jak zamiast Cziłały mam w domu Jacka.
Kompromis w związku i jego sztuka. Jak zamiast Cziłały mam w domu Jacka.

Dodaj komentarz
*
*
*

INSTAGRAM

Follow @olgapekala